PODZIEL SIĘ

Edyta Zając jest psychologiem i trenerem, której misją jest pozytywny wpływ psychologii na życie ludzi. Edyta opanowała do perfekcji sztukę zarządzania czasem, budowania relacji, bycie asertywną. Jest pewną siebie młodą kobietą, żoną, mamą, która dba o potrzeby innych, ale realizuje również własne. Czy jej wiedza to tajemna magia, której nie możesz posiąść? Za wszelką cenę musimy się o tym przekonać.

Bogna Bojanowska: W czym tkwi sukces zorganizowania?

Edyta Zając: W moim przypadku najważniejsze są dwie rzeczy. Z jednej strony będzie to uświadomienie sobie, że nie możemy być wszystkim i każdym. Perfekcjonizm pcha nas w stronę robienia wszystkiego, realizowania się w absolutnie każdej roli. Zbyt rzadko przyjmujemy do wiadomości to, że ktoś może nas wyręczyć, być ekspertem od czegoś, na czym my się nie znamy. Jeśli organizowanie się ma zdać egzamin, warto zastanowić się nad tym, które sfery życia chce się mieć pod kontrolą, a które można spokojnie przekazać innym osobom. Są też takie rzeczy, z których możemy po prostu zrezygnować. Są takie obowiązki domowe, które wcale nie muszą być tak często realizowane. Są też takie projekty, które w żaden sposób nie pomagają, a zajmują mnóstwo czasu. Myślę, że kluczowe w organizacji jest zastanowienie się nad tym, co należy do naszego świata, a co może przestać być jego częścią.

Druga istotna dla mnie rzecz to poszukiwanie czasu i przestrzeni nie tylko na obowiązki, pilne sprawy i nadganianie zaległych zadań. Zawsze jest przecież coś do zrobienia i niestety – zawsze będzie.

Prawdopodobnie żadna z nas nigdy nie dojdzie do takiego momentu w życiu, w którym wszystko będzie zrealizowane, załatwione, ułożone.

Pojawiają się nowe pomysły, nowe marzenia, ale i czasami planujemy za dużo. Wrzucenie odpoczynku, relaksu, czasu dla siebie do swojego kalendarza daje szansę na balans, który jest konieczny. Bez równowagi nie będziemy nigdy produktywne.

BB: Od czego tak naprawdę zacząć, żeby nie być za ambitną, a iść krok po kroku?

EZ: Myślę, że zbyt ambitne planowanie nie jest niczym nietypowym. Niemal każda osoba, z którą pracuję nad zarządzaniem czasem, właśnie w ten sposób działa. Bywa też tak, że i ja wyobrażam sobie, że w ciągu tygodnia i miesiąca zrobię ogromną ilość rzeczy. To chyba naturalne. Myślę, że jedynym rozwiązaniem, które chroni przed przesadą jest regularne planowanie kolejnych tygodni i dni. Świadome planowanie z refleksją. Dlaczego nie udało mi się zrealizować wszystkich rzeczy z listy na ten dzień? Dlaczego nie wykonałam wszystkich telefonów? Ile czasu potrzebuję, żeby zrobić dane zadanie? Jak powinnam sobie ten czas rezerwować?

BB: Czy każda z nas może stać się kreatorką własnego czasu?

EZ: Uczenie się zarządzania czasem jest przede wszystkim walką z własnymi nawykami. Takie przyzwyczajenia nosimy w sobie przez wiele lat i nie możemy spodziewać się tego, że w ciągu paru dni czy w trakcie miesiąca nagle odmienimy to, co działo się w naszym życiu przez długi czas. Czy każdy może nauczyć się zarządzania czasem? Z pewnością tak! Powiedziałabym więcej: zarządzanie czasem to tak naprawdę zarządzanie życiem. Organizowanie sobie rzeczywistości. Wybieranie priorytetów. Szukanie skutecznych rozwiązań. Dawanie sobie przyzwolenia na trudniejszy czas, w którym niewiele rzeczy pójdzie zgodnie z planem. Wykorzystywanie do maksimum możliwości, które aktualnie mamy w swoim życiu.

Dużo pracuję z mamami, które uczą się zarządzać czasem w pierwszych tygodniach i miesiącach w nowej roli. Rozmowy z uczestniczkami moich e-kursów pokazały mi przede wszystkim to, jak frustrujące dla kobiet jest to, że zmieniają się etapy w życiu. Teoretycznie wiemy, że przy maluszku bywa trudno, czasem zmęczenie wygrywa, wycieńczają nieprzespane noce czy ząbkowanie. Bywa też tak, że mama zmaga się z depresją poporodową czy brakiem wiary w siebie – tak dużo przecież zmieniło się w jej życiu. Zdajemy sobie sprawę z tego, że tak jest, ale mimo wszystko oczekujemy od siebie jakiejś dzikiej produktywności. Takiej, jak kiedyś. Takiego zapału do pracy jak przed ciążą. A w zarządzaniu czasem chodzi przede wszystkim o to, aby cieszyć się tym etapem, na którym jesteśmy i działać na miarę swoim możliwości (a nie na miarę oczekiwań).

BB: Ciekawa jestem jak długo Ty szukałaś idealnej recepty? Masz dobrą radę dla każdego?

EZ: Sama widzę, jak bardzo zmienia się w czasie moje organizowanie życia. Przeszłam od perfekcjonizmu i tych właśnie wielkich oczekiwań do racjonalnego podejścia przede wszystkim do siebie. Dla mnie wielkim przełomem są zawsze te momenty, w których nic w życiu nie idzie tak, jak chcę. A przy małych dzieciach takich chwil może być bardzo dużo – choroby, katarki, niekończące się pobudki w nocy. Wystarczy mi tydzień kompletnego chaosu, abym raz jeszcze usiadła nas swoimi planami i krok po kroku wykreślała te rzeczy, które nie są mi potrzebne w życiu. Tak, moją dobrą radą będzie z pewnością:

sprawdź, z czego możesz zrezygnować.

Ja na przykład zrezygnowałam z sobotniego wielkiego prasowania – zamiast tego wyciągam żelazko wtedy, kiedy potrzebuję, a mój mąż zajmuje się swoimi koszulami sam.

BB: Sama łączysz wiele funkcji: mama, żona, kobieta spełniona zawodowo, jak Ty to robisz?

Edyta Zając 1

EZ: Myślę, że w moim przypadku duże znaczenie miało to, że w pewnym momencie życia postawiłam wszystko na jedną kartę. Zanim dowiedziałam się, ze jestem w drugiej ciąży, pracowałam zawodowo jako wolny strzelec i postanowiłam zacieśnić jakąś współpracę decydując się na etat. Kiedy zaczęłam rozmowy okazało się, że jestem w drugiej ciąży. Wtedy właśnie stwierdziłam, że to jakiś znak i przystąpiłam do realizacji mojego planu wymarzonej pracy – czyli tej, jaką wykonuję teraz. Dzięki temu, że byłam w pewien sposób zmuszona do tego, aby podążyć za głosem serca i pasji, dzisiaj mogę sobie ustalać to, jak realizuję swoje cele i kiedy. Dla mnie najważniejsza jest niezależność i wolność – wtedy jestem w stanie wycisnąć 100% z czasu, jaki mam.

BB: Masz dla naszych czytelniczek patent jak znaleźć w natłoku życiowych obowiązków czas dla siebie i rodziny?

EZ: Moim patentem numer jeden jest zasada, że w pracy pracuję, a gdy jestem z rodziną, jestem mamą i żoną. Oznacza to, że wykorzystuję swój czas na działania w maksymalnym stopniu – nie marnuję go na kawki, spotkania, plotkowanie. Wtedy jestem skupiona na celach. Natomiast w chwili, gdy moje dzieci już wracają z przedszkola, zapominam o działaniach, telefonie, laptopie i wszystkich innych ważnych rzeczach. Wyłączam się i jestem tylko mamą. Gotuję, sprzątam, czytam książeczki, spaceruję, bawię się. Nie odbieram telefonów – oddzwaniam, gdy maluchy zasną. Nie mailuję, nie zajmuję się niczym, co wiąże się z pracą. Mam wrażenie, że takie mocne oddzielanie od siebie tych dwóch spraw pozwala mi na bycie w danej roli na 100%. W chwili, gdy próbowałam mieszać te role, nie byłam dobra ani w jednej ani w drugiej.

BB: Często mamy zastanawiają się jak żyć żeby nie zwariować w tej nowej roli, czy to w ogóle wykonalne?

EZ: No właśnie i tu pojawia się problem. Wydaje mi się, że troszkę społeczeństwo napędza to negatywne nastawienie do macierzyństwa. Co jakiś czas można natrafić na kolejne artykuły w sieci, na blogach, w gazetach o tym, jak to trzeba przeżyć ten trudny czas. Mamy robią wyścigi – która ma gorzej, ciężej, gdzie jest bardziej niesprawiedliwie.

Udowadniamy sobie, że macierzyństwo to wcale nie jest taka kolorowa i śliczna rola, nie ma w niej ani grama lukru i słodyczy. A ja się z tym nie godzę!

Mam mocne przekonanie, że takie właśnie podejście może przerażać młode mamy, które wkraczają na tę ścieżkę. Czy można mieć dobre nastawienie, jeśli każdy wokół udowadnia, że wcale nie będzie tak fajnie? Raczej nie.

Jak nie zwariować? Po prostu nie wariować. Macierzyństwo jest wymagające, kolejne etapy rozwoju dziecka są trudne, czasami pojawia się zmęczenie i osłabienie na myśl o tym, że wrócił katar, ale… ten czas naprawdę szybko mija. Pytanie, czy chcemy sobie go umilić szukaniem dobrych akcentów czy będziemy przekonywać cały świat (również dziecko), że jesteśmy takie uciemiężone.

BB: Mamy tyle na głowie w zwyczajne codzienności, jak zatem nie zmarnować ani chwili?

EZ: Tak jak wspomniałam, świetnym sposobem może być skupianie się na jednej roli w jednej chwili. Jeśli pracujesz – pracuj na 100%, odsuń od siebie rozpraszacze. Jeśli spędzasz czas z dzieckiem – rób to na 100%, ciesz się tą chwilą. Poza tym – daj sobie przyzwolenie i na gorszy czas i na odpoczynek.

BB: Dużo uwagi poświęcasz również na blogu dążeniom do celu? Ale właściwie po co miałabym to robić?

EZ: Uwielbiam wyznaczać cele – dla mnie to wielka motywacja, powiew nadziei, ale i deska ratunku w kryzysowych momentach. Wyznaczone cele mogą być tym, co trzyma nas w ryzach. Jeśli mam bardzo trudny czas w życiu, mogę zerknąć na moją listę celów i przypomnieć sobie: „hej! Spokojnie, damy radę i potem zrealizujemy to, to i to.” A co jeśli cele są zbyt ambitne? Może dziś takie są, ale za jakiś czas mogą nie być takie nierealne.

BB: Idziesz jak burza, czy na tym etapie zawodowego życia masz jeszcze dążenia i marzenia? Jaki będzie następny krok Edyty Zając?


EZ:
Zawsze mam bardzo duże wymagania wobec siebie, więc liczę zawsze na więcej. Wciąż też mam niedosyt. Mój następny krok to z pewnością zajęcie się rzeczami, które nie zostały zrealizowane w ostatnich miesiącach, kiedy musiałam radzić sobie z kilkoma niespodziewanymi sytuacjami. Zamknięcie tych spraw z pewnością da mi spokój ducha. A zawodowo? Kolejna książka, kolejny numer Magazynu Psychologicznego BANG!, kolejne webinary i e-kursy. Same dobre rzeczy – oby realizowane dokładnie tak, jak mam to w głowie.

BB: Dałaś mi tą rozmową dużo do myślenia, czuję, że mój grudzień będzie bardzo intensywny, aby pod koniec przyszłego być lepszą wersją mnie. Dziękuję i powodzenia również dla Ciebie w realizacji kolejnych celów!

Rozmawiała: Bogna Bojanowska

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ